Siena o podwójnej osobowości. Chwile chwały i zaskakujące próby

Rozmiar tekstu: A A A

Gdyby sezon Robur, przynajmniej do tej pory, był opowieścią, z pewnością byłby to "Dziwny przypadek doktora Jekylla i mister Hyde'a". Lato rozpoczęło się od ogłoszenia, że Tommaso Bellazzini zasiądzie na ławce trenerskiej, zastępując Lamberto Magriniego (którego przygoda z drużyną właściwie zakończyła się już na cztery kolejki przed końcem poprzedniego sezonu), i przyniosło prawdziwą rewolucję w składzie Bianconeri. Jedynie Filippo Boccardi (który później, z powodów osobistych, "opuścił statek" jeszcze zanim wypłynął), Daniele Cavallari, Niccolò Giannetti i Alessandro Mastalli pozostali w drużynie, była to decyzja podyktowana chęcią odmłodzenia szatni oraz świadomym zarządzaniem budżetem, niekoniecznie "po grossetońsku".

Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!

Do Sieny przybyli więc głównie młodzi zawodnicy, ale już z pewnym doświadczeniem w tej kategorii, wielu sprowadzonych bezpośrednio przez samego trenera. I poza początkową porażką z Tau Altopascio, sezon ruszył znakomicie, przewyższając nawet najbardziej optymistyczne oczekiwania. Od razu było jasne, że Siena pod wodzą Tommaso Bellazziniego nie będzie kopią "jego" Ghiviborgo, które w play-offach szalało bramkowo (zdobywało mnóstwo goli, tracąc stosunkowo niewiele); ale wyniki, trochę podsypane szczęściem, nadchodziły, mimo niewielkiej liczby strzelonych goli (wliczając niewykorzystane rzuty karne) i skromnej liczby straconych, tak że Michele Somma i koledzy mogli nawet poczuć smak szczytu tabeli, wciągając w to kibiców, którzy nie byli do końca przekonani co do ustawienia trenera, ale cieszyli się z liczb.

Potem, po świetnych remisach z Ghiviborgo i z wysoko notowanym Prato, nadeszła wyprawa do Foligno, żadna inna potyczka nie okazała się tak fatalna. 3:1 dla Blasone wywołało głęboki kryzys; drużyna, być może zbyt młoda, pozbawiona pewności bramkarza, który od początku dawał stabilność (Mattia Michielan), odczuła uderzenie i wpadła w dwumiesięczną stagnację, podczas gdy wokół rozjuszona publiczność kierowała swoje strzały głównie w stronę trenera i zarządu (ale to już inna historia).

Tak, po dwóch miesiącach nadeszło zwycięstwo z Trestiną, Robur, z dwoma nowymi wzmocnieniami i odzyskanym Alessandro Mastallim, wróciła do zdobywania goli, zarówno w grze otwartej, jak i z rzutów karnych, decydujących o wyniku. Teraz to boisko zdecyduje, czy będzie doktorem Jekyllem, czy mister Hyde'm.

iconautor: MentiX

icon 25.12.2025

icon11:31

iconźródło: lanazione.it

iconfoto: sienafootballclub.com











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy