W świecie Robur ambicja została wyzerowana. Dominują strach i niskoprofilowe podejście
Świat Robur przechodzi głęboką transformację, proces, który trwa już od dawna, ale przede wszystkim jest to ewolucja, która się nie podoba i nie może się podobać. Jedynym pozytywnym aspektem, który chcę od razu podkreślić, jest pasja kibiców, zwłaszcza ta z Curva, która podąża za drużyną i wspiera ją od początku do końca w każdym meczu, na każdym zapomnianym boisku i niezależnie od warunków pogodowych. Ci młodzi ludzie zasługują na brawa i zasługiwaliby na znacznie więcej sportowych satysfakcji, których jednak poważnie ryzykują, że nigdy nie zaznają.
Jeśli podobają Ci się nasze treści i chcesz wesprzeć ich dalszy rozwój, zapraszamy do postawienia wirtualnej kawy na BuyCoffee! Twoje wsparcie pomaga nam tworzyć więcej ciekawych materiałów, a każda wpłata to dodatkowa motywacja i możliwość rozwijania portalu. Dziękujemy za każdą złotówkę!
Ale czego właściwie chcą ci kibice Sieny? Dlaczego nie zadowalają się spokojnym sezonem w Serie D, w bezpiecznym miejscu w górnej-środkowej części tabeli? To pytania, które być może zadaje sobie obecne kierownictwo, ale są to już wątpliwości zbędne. Dlaczego? Ponieważ z czasem część kibiców naprawdę zaczyna się zadowalać byle czym. Wystarczy spojrzeć na punkt zdobyty w Altopascio, przyjęty z wielką satysfakcją, albo posłuchać pochwał kierowanych do trenera po meczu z Tau. Gdy Siena grała w Serie A wymagania były zbyt wysokie, dziś są niemal wyzerowane. Ambicja idzie w diabły i utrwala się przekonanie, że w gruncie rzeczy wystarczy grać. Wystarczy jedenastu w biało-czarnej koszulce, którzy wychodzą na boisko w dowolnej lidze i osiągają dowolny wynik. Jak przedstawienie dla dzieci, ale wszyscy tu już dorośliśmy i nikt nie przyleciał właśnie z Marsa.
A jednak ludzie kulą się przy „ładnym” punkcie w Altopascio i przy unikniętych (licznych) zagrożeniach w meczu z Tau, drużyną groźną. Oto filozofia niskiego profilu, która prowadzi do sportowej porażki. Wszystko jest w porządku, jesteśmy zarejestrowani do ligi i zabezpieczeni przed kolejnymi upadkami w dół. O 14:30 w niedzielę zaczyna się mecz i to wystarcza, by wiedzieć, że żyjemy. Zdecydowanie za mało i nie do przyjęcia.
Często miałem koszmar związany z rozgrywaniem sezonu w Eccellenza z obecnymi władzami zarządzającymi klubem. Gdzie byśmy dziś byli bez tamtego stanowczego ruchu Simone Giacominiego, który w kilka dni zbudował drużynę i od razu wygrał? W Serie D? Trudno mi w to uwierzyć. Nadal w Eccellenza? Tę opcję rozważam z pewną swobodą.
Wracając do teraźniejszości, należałoby pomyśleć o Orvietanie i być może ktoś już drży i byłby gotów podpisać się pod kolejnym ładnym remisem. W końcu Camaiore i San Donato Tavarnelle przeżyły już swój dzień chwały na Artemio Franchi. Każdy ma prawo marzyć, a nawet realizować swoje marzenia, które patrząc na niedawną historię wydają się coraz bardziej osiągalne. Ja natomiast próbuję patrzeć w przyszłość, bo aby się rozwijać, poprawiać i przede wszystkim znów być ambitnym, potrzeba czegoś więcej. Być może kolejnej rewolucji właścicielskiej, ze wszystkimi konsekwencjami, jakie to niesie. Chciałbym znów zobaczyć Sienę jako lidera rozgrywek. Może potrzebny jest kurs, właśnie przywódczy, taki jak ten organizowany dla młodych dziewcząt, na który można by zapisać także starą damę, jaką jest Robur. Tak, żeby zrozumieć, że można też biec po zwycięstwo, być na czele tabeli i zostawić wszystkich za sobą. Zwłaszcza jeśli grasz w D. Zwłaszcza jeśli jesteś Sieną. Ale jak śpiewa Vasco: fantazje, które latają swobodnie, fantazje, które czasem śmieszą, fantazje, które wierzą w bajki. Niestety.